Znów rzucałem się na siennik i powstrzymywałem oddech, aż mi pierś niemal rozsadzało: pragnąłem wymusić w sobie obraz swego sobowtóra, abym go mógł jej posłać jako pocieszyciela.

I raz ukazał mi się on koło mej pryczy z literami: Chabrat Zereh Aur Bocher405 — ułożonymi jak w zwierciadle na piersiach — i chciałem krzyknąć z radości — że teraz znów wszystko będzie dobrze: ale zapadł się w podłogę, zanim mu zdołałem rozkazać, aby się dalej Miriam objawił.


Że też żadnych wiadomości nie otrzymuję od przyjaciół!

— Czy zakazane jest przesyłanie listów? — pytałem współtowarzyszy więziennych.

Nie wiedzieli. Dotąd żaden z nich nigdy listu nie otrzymał; zresztą nie było nikogo, co by do nich mógł pisać.

Dozorca obiecał mi się dowiedzieć o tym przy sposobności.

Paznokcie mi popękały, takem je gryzł nieustannie: włosy mi dziko zarosły, bo nie było nożyczek, grzebienia i szczotki.

Również nie było wody do mycia.

Prawie nieustannie walczyłem z chęcią wymiotów, gdyż odwar kiełbasy zaprawiany był sodą zamiast soli.