Zrozumiałem tylko, że w żydowskim mieście — nazywali starego „wolnym mularzem79”, a w ich gwarze to przezwisko oznaczało kogoś, co poszukiwał dziewcząt małoletnich, ale dzięki serdecznym stosunkom z policją zabezpieczony był od wszelkiej nieprzyjemności.
Później twarz Rozyny i postać starca zniknęły w mrokach sieni.
Poncz80
Otworzyliśmy okno, żeby wypuścić dym tytoniowy z mego małego pokoju.
Zimny wiatr nocny wionął do środka i poruszył płaszcze tak, że się z lekka zaczęły kołysać.
— Szanowna ozdoba głowy Prokopa najchętniej by się stąd gdzie wyniosła — powiedział Zwak i wskazał na wielki kapelusz muzyka: szerokie rondo kapelusza poruszało się jak czarne skrzydła.
Jozue Prokop wesoło mrugnął powiekami.
— Wyniosłaby się — rzekł — najchętniej by się wyniosła.
— Poleciałaby do Loisiczka na muzykę taneczną — zabrał głos Vrieslander.
Prokop zaczął się śmiać i ręką jął81 uderzać w takt do wtóru dźwiękom, które fala zimowego powietrza unosiła poprzez dachy.