— Przywyka się w końcu do tego spokojnego istnienia, skoro tylko miną pierwsze dni najprzykrzejsze.
Zrobił pojednawczy wyraz twarzy.
Przerwa.
— Czy długo trwało przesłuchanie, panie Laponder?
Uśmiechnął się z roztargnieniem.
— Nie. Pytano mnie tylko, czy się przyznaję i musiałem podpisać protokół.
— Pan podpisał, że się przyznaje? — wyrwało mi się mimo woli.
— Oczywiście.
Mówił, jakby to rozumiało się samo z siebie.
Musiał to być jaki drobiazg, pomyślałem sobie, gdyż nie widać w nim żadnego podniecenia. Może jakie wyzwanie na pojedynek lub coś podobnego.