— Od litery J, chyba pan chce powiedzieć.
— Nie, od A.
Pokiwałem głową i zacząłem powątpiewać. Widocznie Laponder w półśnie, z treści, którą żywiła moja wyobraźnia — wyczytał różne rzeczy i jedno z drugim mu się przemieszało: Hillel, Miriam, Golem456, księga Ibbur457 i przejścia podziemne.
— Jak dawno posiadł pan ten dar „podróżowania”? — spytałem.
— Od dwudziestego pierwszego roku mego życia — — — zatrzymał się, zdawał się niechętnie o tym mówić. Naraz twarz jego przybrała wyraz niesłychanego zdumienia — i wpatrzył się w moją pierś, jakby na niej coś zobaczył. Nie bacząc458 zaś na moje zdziwienie, skwapliwie459 chwycił mnie za ręką — i prosił prawie błagalnie:
— Na miłość Boga, niech mi pan powie wszystko. Dziś ostatni dzień, który mogę z panem spędzić. Być może za godzinę już mnie wyprowadzą stąd, aby mi przeczytać wyrok śmierci. — —
Przerwałem mu przerażony.
— A zatem musi pan mnie zażądać na świadka. Przysięgnę, że pan jest chory. Pan jest lunatykiem460. Niepodobieństwo461, żeby pana osądzono, nie zbadawszy stanu pańskiego ducha. Niechże pan to bierze462 rozsądnie.
Obruszył się nerwowo:
— Przecież to rzecz uboczna! Proszę, niech mi pan powie wszystko.