Jeszcze w upadku chwytam za gzyms okna, ale zbaczam z drogi. Zatrzymać się nie mogę:
Kamień jest gładki.
Gładki jak kawał słoniny.
Kres
— — — jak kawał słoniny!
To jest kamień, co wygląda jak kawał słoniny.
Słowa te jeszcze dzwonią mi w uszach. Wtedy podnoszę się i muszę sobie przypomnieć, gdzie jestem.
Leżę w łóżku i mieszkam w hotelu.