Powróz kominiarski otacza go dokoła; obwijam go koło siebie, opasuję nim stawy ręki i nogi, jak tego się uczyłem za lat chłopięcych w szkole gimnastyki — i powoli spływam na dół od strony fasady.
Przesuwam się koło jednego okna; spoglądam do środka: tam wszystko jasno oświetlone.
I widzę tam — — widzę tam — —
Całe moje ciało staje się jednym radosnym okrzykiem:
Hillel! Miriam! Hillel!
Chcę przeskoczyć przez kraty w oknie.
Chwytam za nie. Tracę przy tym swe położenie w sznurze.
Chwilę jedną wiszę głową na dół, z nogami skrzyżowanymi między niebem a ziemią500.
Sznur świszcze przy posunięciu. Trzeszcząc, rozszerzają się włókna.
Upadam. Świadomość we mnie gaśnie.