Obejrzałem się zaciekawiony. Nie dowierzałem swoim oczom.
Twarzą odwrócony ku ścianie, stary jak Matuzal, trzymając pozytywkę małą jak pudełko papierosów na swoich trzęsących się, szkieletowych rękach, siedzi w kącie, skurczony do cna, ślepy, zgrzybiały Neftali Szafranek — i kręci małą korbką.
Podchodzę do niego.
Zmieszany śpiewa szeptem sam sobie.
Frau Pick, Frau Hock
und rote, blaue Stern
die schmusen allerhond
Von Messinung, aus Raucherl und Rohn. 506
— Czy nie wiecie, jak się nazywa ten stary człowiek? — zapytuję przebiegającego kelnera.