Znam się na tym: pozwoli mi dojść do 99, a potem od razu wybębni całą serię.
Coraz większa ciekawość mnie pali! Uderzyłem od razu w sedno.
— Niech pan sobie przypomni, panie markier: przed dawnymi laty, mniej więcej wtedy, kiedy to zawalił się most kamienny, czy nie znał pan w żydowskiej dzielnicy niejakiego Atanazego Pernatha?
Jakiś jegomość w biało-czerwonej kurtce płóciennej, zezowaty i z małym złotym kolczykiem w uchu, który siedział na ławce pod ścianą i czytał gazetę, zerwał się nagle, spojrzał się na mnie i przeżegnał znakiem krzyża świętego.
— Pernath? Pernath? — powtórzył markier i zamyślił się głęboko. — Pernath? Wysoki, szczupły, miał ciemne włosy — i krótko strzyżoną brodę?
— Tak — tak! To dosłowna prawda.
— Miał wtedy ze 40 lat. Wyglądał jak —
— Jego książęca mość nagle spojrzał na mnie zdumiony.
— Czy pan dobrodziej nie jest jego krewny?
Zezowaty znów się przeżegnał.