Czyż, aby ją widzieć, muszę siedzieć na łące?

A ta trocha niedostatku — i — i — i głodu? To po stokroć wyrówna mi nadzieja i oczekiwanie.

— Oczekiwanie? — zapytałem zdziwiony.

— Oczekiwanie na cud. Czy pan tego nie zna? Nie? A więc jest pan biedny, bardzo biedny człowiek. — Że też tak mało ludzi o tym wie. Widzi pan, to jest powód, dla którego nigdy nie wychodzę i z nikim się nie stykam. Miałam niegdyś kilka przyjaciółek — oczywiście Żydówek, jak ja — — ale mówiłyśmy ze sobą zawsze o czym innym. One nie rozumiały mnie, a ja ich. Kiedy mówiłam o cudach, sądziły naprzód, że robię żarty, a gdy spostrzegły, że ja pod nazwą cudów rozumiem także nie to, co Niemcy określają pod mikroskopem, to jest zgodne z prawem wzrastanie traw i ziół, ale właśnie coś wręcz przeciwnego — najchętniej by mnie uznały za pomieszaną; ale taka opinia trafiała na przeszkody: gdyż ja jestem w myśleniu bardzo umiejętną, uczyłam się hebrajskiego i aramejskiego, czytać mogę Targumim322 i Midraszim323 — i wszelkie z tym połączone rzeczy znam i rozumiem. W końcu znalazły słówko, które właściwie nic nie wyraża: nazwały mnie „przesadzoną”. Gdy chciałam im wyjaśnić, że najważniejszym, istotnym dla mnie w Biblii i innych pismach świętych jest cud i wyłącznie cud, nie zaś przepisy moralne i etyczne, które mogą być tylko utajoną drogą do pozyskania cudu — umiały mi jeno odpowiedzieć w beztreściwych ogólnikach, gdyż lękały mi się przyznać otwarcie, że z ksiąg religijnych wierzyły tylko w to, co równie dobrze mogłoby się mieścić w kodeksie cywilnym. Gdy tylko słowo „cud” usłyszały, już im się robiło nieprzyjemnie. Traciły grunt pod nogami, jak mówiły.

Jak gdyby mogło być coś wspanialszego na ziemi, niż stracić grunt pod nogami!

Świat jest po to, abyśmy go uważali jako nieistniejący — tak, słyszałam, raz mówił mój ojciec — wtedy dopiero zaczyna się życie. Nie wiem, co on rozumiał pod wyrazem „życie”, ale ja czuję niekiedy, że pewnego dnia stanę się jakby „przebudzona” — chociaż nie mogę sobie wyobrazić, w jakim stanie. Cuda muszą ten stan poprzedzać, tak sobie zawsze myślę.

„Czyś już przeżyła jaki cud, że tak na cud oczekujesz?” — pytały mnie często przyjaciółki, a gdym mówiła, że nie — naraz robiło się im wesoło, jakby pewne były zwycięstwa. Niech mi pan powie, panie Pernath, czy pan może rozumieć takie serca? Że ja jednak cuda przeżyłam, choć malutkie — bardzo malutkie — oczy Miriam błyszczały — tego nie chciałam przed nimi zdradzić — — —

Łzy radości niemal zagłuszały jej słowa.

— Ale pan mnie zrozumie: często, tygodnie całe, miesiące nawet — Miriam mówiła po cichu — żyliśmy cudami. Kiedy już nie było w domu chleba, ale to ani kawałeczka — wtedy wiedziałam: godzina się zbliża. — Wtedy siadałam — ot tu! i w napięciu ducha czekałam, czekałam, aż mi od bicia serca oddech się zatrzymywał. A wówczas, gdy mnie to nagle porywało, zbiegałam na dół, tędy owędy chodziłam po ulicach, spiesznie324 jak tylko mogłam, aby na czas być w domu, zanim ojciec powróci. I za każdym razem znajdowałam pieniądze. Raz mniej, raz więcej, ale zawsze tyle, że mogłam zakupić to, co konieczne. Nieraz leżał na środku ulicy gulden325; widziałam, jak świecił z dala, ludzie deptali po nim, poślizgiwali się, ale żaden go nie zauważył. — Niekiedy stawałam się tak zuchwała, że nie wychodziłam z domu pierwej326, aż przedtem przeszukałam podłogę w kuchni, jak dziecko, śledząc, czy z nieba nie spadły pieniądze lub chleb.

Jakaś myśl przeleciała mi przez głowę — i z radości musiałem się uśmiechnąć.