Dostrzegła mój uśmiech.
— Niech się pan nie śmieje, panie Pernath — błagała. — Niech mi pan wierzy, ja wiem, że te cuda będą rosły — i że pan pewnego dnia —
Uspokoiłem ją:
— Ależ ja się nie śmieję, Miriam! Jak pani może pomyśleć coś takiego! Jestem niezmiernie szczęśliwy, że pani nie jest taka, jak inni, którzy poza każdym zjawiskiem odgadują i widzą przyczynę pospolitą, gdy my w takich razach wołamy: Bogu dzięki! — czasami zdarza się wcale327 inaczej.
Wyciągnęła do mnie rękę:
— I nieprawda, nigdy już pan nie powie, panie Pernath, że pan mnie — czy też nam — zechce pomagać? Teraz, kiedy pan odebrałby mi w ten sposób możliwość przeżycia cudu, gdyby pan to uczynił?
Obiecałem. Ale w sercu zrobiłem zastrzeżenie.
Drzwi się otwarły — i wszedł Hillel.
Córkę uściskał; mnie pozdrowił serdecznie i przyjaźnie, ale znowu zimnym „pan”.
Zdaje się też, że jakieś zmęczenie czy też niepewność ciążyła nad nim. — Lub może się myliłem? Może to pochodziło od zmroku, co się rozpływał po pokoju.