A bliźnie słupy ognia jednakiém dążeniem,

Mimo wszystkie przeszkody, wybiegają w górę,

Wyradzają się w kłęby dymne i ponure,

Pozdrawiają się wzajem, jak brat zdrowi brata,

I spotkają się wreszcie u wierzchołka świata.

Tak i nasze dwie dusze, uczuciem zżarzone,

Spojone wiecznym węzłem, dążą w jednę stronę,

I za krańcami, które zimny rozum kréśli,

Spotykają się znowu u wiérzchołka myśli!