Drugi jest niebieski; porusza czworo swych ramion.
Trzeci jest zielony; nosi naszyjnik z czaszek ludzkich.
Naprzeciw nich natychmiast powstają trzy boginie229: jedna owinięta trzciną, druga z kielichem w ręku, trzecia z łukiem.
Bogowie i boginie łączą się ze sobą, mnożą się w dwoje, w czworo, w dziesięcioro, na ich barkach wyrastają ramiona; na końcu ramion ręce trzymają chorągwie, topory, puklerze, miecze, parasole, bębny. Wodotryski biją z ich głów, trawy zakwitają w ich nozdrzach.
Wierzchem na grzbiecie ptaków, kołysząc się w palankinach230, siedząc na złotych tronach, stojąc w gniazdach z kości słoniowej, marzą, wędrują, rozkazują, piją wino, wdychają zapach kwiatów. Tanecznice wirują, olbrzymy ścigają potwory, u progu do jaskiń samotnicy rozmyślają. Nie podobna już odróżnić źrenic od gwiazd, chmur od chorągwi. Pawie poją się u źródeł złotego pyłu, haft namiotów miesza się z cętkami lampartów, barwne promienie krzyżują się na błękitnym powietrzu ze strzałami wyrzucanymi z łuków i z kadzidłem kołyszącym się na dymnych ołtarzach.
I wszystko to rozwija się niby wielka płaskorzeźba podstawą oparta na skałach i aż do nieba wchodząca.
ANTONI
zdumiony
Co za niezmierna liczba! I czegóż oni chcą?