Ten, co brzuch sobie skrobie trąbą słoniową, to Bóg słoneczny, dawca mądrości.
Ten drugi, którego sześć głów dźwiga wieżyce, a czternaścioro ramion dziryty, to książę wojsk, Ogień-pożeracz.
Starzec wierzchem jadący na krokodylu obmywa na brzegu dusze umarłych. Dręczyć je będzie ta kobieta czarna o zębach zgniłych, władczyni piekieł.
Wóz ciągniony przez kobyły czerwone, którymi kieruje woźnica bez nóg, w pełni lazuru, wiezie boga słońca. Bóg-miesiąc mu towarzyszy, w lektyce, zaprzężonej w trzy gazele.
Klęcząc na grzbiecie papugi, bogini Piękna231 pokazuje Kandarpie232, synowi swemu, okrągłe swoje ramiona. Oto spójrz dalej skacze ona z radości po łąkach. Patrz, patrz! Przystrojona olśniewającą mitrą, biega po niwach, po falach, ulatuje w powietrze, rozpływa się wszędzie.
Śród tych bogów siedzą geniusze wiatrów, planet, miesięcy, dni... Sto tysięcy innych... A ich postacie są rozmaite, ich przeobrażenia szybsze od błyskawicy. Patrz — ów z ryby naraz staje się żółwiem, przybiera ryj dzika, wzrost karła...
ANTONI
I po cóż?...
HILARION
Aby stworzyć równowagę, aby zwalczyć zło... Ale życie się wyczerpuje, kształty się zużywają, a byty muszą się doskonalić przez przeobrażenia.