Antoni się cofa.
Zamiast jednego — ileż tu ich się zjawiło!... To cud, cud taki sam, jaki uczynił Pan!.. W jakim celu? A i reszta nie mniej niepojęta! Idź, idź precz! szatanie!
Uderza nogą w stół. Stół znika.
Nic więcej, nic!
Szeroko oddycha.
Ach, pokusa była silna! Ale jakżem się od niej wyzwolił!
Podnosi głowę i uderza nogą o jakiś przedmiot dźwięczny.
A to co?
Antoni się pochyla.
Patrzcie, czara! Jakiś podróżny ją zgubił. Nic nadzwyczajnego...