Kiedy geniusze nieba zwalczali demonów, dzieci Iranu prześladowały ród wężowy. Król, któremu dwór niezliczony służył na klęczkach, wyobrażał moją osobę, nosił moje uczesanie. Ogrody jego miały przepych ziemi niebieskiej, a na jego grobie wyryty był on sam, zabijający potwora — symbol Dobra, które wytępia Zło.

Gdyż miałem kiedyś, dzięki Czasowi bez granic, zwyciężyć ostatecznie Arymana.

Ale przedział między nami znika. Noc nadchodzi. Do mnie, Amszaspandy251, Izedy252, Ferowery253! Na pomoc, Mitro! uchwyć miecz! Kaosjak254, ty, co masz przyjść ku wyzwoleniu powszechnemu, broń mnie! Jak to?... Nikogo! Ach, umieram! Arymanie, tyś jest panem!

Hilarion, ukryty za Antonim, powstrzymuje okrzyk radości, a Ormuzd znika w mroku.

Wówczas ukazuje się

WIELKA DIANA Z EFEZU255

czarna, o oczach z emalii, łokcie oparła na biodrach, przedramiona ma odchylone, dłonie otwarte. Lwy pełzają po jej barkach, owoce, kwiaty, gwiazdy krzyżują się na jej piersi. Niżej widać trzy szeregi wymion, a od brzucha aż do nóg mieści się ona jakby w ciasnej pochwie, z której wyłaniają się półciałem byki, jelenie, gryfy256 i pszczoły. Widać ją przy białym świetle, jakie rozlewa krąg srebrzysty, kolisty jak księżyc, za głową jej pomieszczony.

Gdzie moja świątynia?

Gdzie moje Amazonki?257

Cóż mi jest... mnie nieskazitelnej? Oto jakieś omdlenie mnie chwyta...