Kobieta trzyma w ręku spód długiej, czarnej zasłony, która jej twarz zakrywa, a na lewym ramieniu piastuje dziecię, któremu piersi podaje. Z boku wielka małpa siedzi w kucki na piasku. Niewiasta podnosi oczy ku niebu; mimo odległości słychać jej głos.
IZYS265
O, Neith266, początku wszechrzeczy! Amonie267, władco wieczności! Ptha268, demiurgu! Thoth269, jego mądrości! Bogowie Amenthi270, trójce poszczególne nomów271, wy, krogulce w lazurze, sfinksy u progu świątyń, ibisy stojące śród rogów byka, planety, gwiazdozbiory, rzeki, szumy wiatru, promienie księżyca, powiedzcie mi, powiedzcie, gdzie się znajduje Ozyrys272?
Szukałam go we wszystkich kanałach i jeziorach, dalej jeszcze aż do Byblos273 fenickiej! Anubis o uszach prostych skakał koło mnie, szczekając i nozdrzami węsząc gaje tamaryszków. Dzięki ci, dobry Cynocefalu, dzięki!
Daje małpie kilka przyjaznych klapsów w głowę.
Ohydny Tyfon274 o rudym włosie, zabił go i na kawały porąbał... Znaleźliśmy wszystkie jego członki, ale nie mam tego, który mnie zapładniał.
Wybucha żałosnym lamentem.
ANTONI
przerażony, rzuca na nią kamienie, urąga jej.
Bezwstydna, idź, idź precz!