Tylko co chciałeś ich poznać. Czyż twoja wiara zachwieje się od kłamstwa? Czegóż się lękasz?
Skały naprzeciw Antoniego stały się górą.
Linia chmur przecina je na pół wysokości, a ponad nią inna góra, olbrzymia, zielona nierówno dolinami pocięta i mająca na szczycie, w gaju wawrzynowym, pałac spiżowy o dachówkach złotych.
Po środku perystylu na tronie Jowisz279 kolosalny, z nagim torsem, trzyma w jednej dłoni Zwycięstwo280, w drugiej piorun, a między nogami orzeł z głową do góry.
Junona281 przy nim toczy swe wielkie źrenice; na głowie ma diadem, z którego niby mgła ulatuje na wiatr zasłona z materii przejrzystej.
Za nią Minerwa282, stojąc na piedestale, opiera się na włóczni. Skóra Gorgony283 okrywa jej piersi, a peplos284 lniany w równych fałdach dochodzi jej aż do kostek. Siwe jej oczy, błyszczące pod przyłbicą patrzą w dalekość.
Z prawej strony, starzec Neptun285 pędzi wierzchem na delfinie, który bije płetwami wielki błękit — morze czy niebo? — nie wiesz, gdyż perspektywa oceanu zlewa się z eterem.
Z drugiej strony Pluton286 surowy, w płaszczu koloru nocy, z tiarą diamentową i berłem z hebanu stoi po środku wyspy oblanej falami Styksu: cienista owa rzeka wpada w mroki, które u stóp skały nadmorskiej tworzą wielką, czarną dziurę, otchłań bez formy.
Mars287, odziany spiżem, wstrząsa gniewnie swój puklerz i miecz.
Herkules288 niżej patrzy nań, oparty o maczugę.