Apollon289 z twarzą promienną prowadzi — prawą wyciągniętą ręką — cztery białe galopujące konie; a Ceres w wozie ciągnionym przez byki — idzie ku niemu z sierpem w dłoni.

Bachus290 kroczy za nią na niskim wozie, lekko ciągnionym przez rysie. Tłusty, bezbrody, z winoroślą na czole, w ręku ma czarę przepełnioną winem. Sylen u jego boków chwieje się na ośle. Pan o szpiczastych uszach świszcze w fujarkę, mimalloneidy walą w bębenki, menady rzucają kwiaty, bachantki głowę w tył odwracają, rozrzuciwszy włosy.

Diana291 w tunice podgiętej wychodzi z lasu ze swymi nimfami.

W głębi pieczary Wulkan292 kuje żelazo śród Kabirów; tu i ówdzie stare Rzeki, oparłszy się o zielone kamienie, rozlewają swe urny; Muzy293 śpiewają w dolinach.

Hory294, równego wzrostu, trzymają się za ręce, a Merkury295 ukośnie siedzi na tęczy ze swym kaduceuszem, skrzydłami u nóg i na czapce.

Ale wyżej nad drabiną Bogów, w obłokach łagodnych, jak puchy, a z których wrzecion spadają róże, Wenus Anadyomene296 przegląda się w lustrze: źrenice jej ślizgają się, pełne tęsknicy pod zbyt ciężkimi powiekami. Ma wielkie jasne oczy spływające po barkach, małe piersi, biodra wygięte na zewnątrz niby kontur liry, uda okrągłe, rowki w około kolan i nogi delikatne; w pobliżu ust fruwa motylek. Świetność jej ciała stwarza do koła niej aureolę jakby z masy perłowej.

Pozostała część Olimpu kąpie się w jutrzni różanej, która nieznacznie ogarnia wyżyny błękitu.

ANTONI

Ach, pierś moja się rozszerza. Radość nieznana schodzi do głębi mej duszy! Jakie to piękne! jakie to piękne!

HILARION