Firmament, który się rozszerza w miarę jak ty w górę płyniesz, tak samo będzie się powiększał od rozszerzenia twej myśli i czuć będziesz coraz większy rozrost radości, w tym odkryciu światów, w tym rozszerzeniu nieskończoności.

ANTONI

Ach, wyżej, ciągle wyżej!

Gwiazdy się mnożą, błyszczą. Droga mleczna na zenicie rozwija się jak pas olbrzymi, miejscami próżnią rozcięty. W tych szczelinach jej blasku płyną przestrzenie mroku. Są tam deszcze gwiazd, kurzawy starego pyłu, świetlane pary, co płyną i znikają.

Niekiedy kometa naraz przelatuje; potem rozpoczyna się znowu cisza świateł niezliczonych.

Antoni rozwartymi ramionami opiera się na dwóch rogach Diabła i w ten sposób obejmuje go w całości.

Przypomina sobie z pogardą nieświadomość dni dawnych, nędzę swoich marzeń. Oto więc te kule świetlane, które z dołu oglądał. Rozróżnia skrzyżowanie linii, złożoność kierunków. Widzi je nadpływające z dala, zawieszone jak kamienie w procy, rysujące orbity i hiperbole. Spostrzega jednym rzutem oka Krzyż Południowy i Wielką Niedźwiedzicę, Rysia i Centaura, mgławice Dorady, sześć słońc konstelacji Oriona, Jowisza z czterema satelitami365 i potrójny pierścień potwornego Saturna i wszystkie planety i gwiazdy, jakie ludzie odkryją z czasem. Napełnia oczy swoje tymi światłami, myśl karmi rachunkiem ich przestworów, po czym głowa mu opada.

Jaki cel tego wszystkiego?

DIABEŁ

Żadnego celu nie ma ten wszechświat! Jakże Bóg miałby cel? Jakie doświadczenie mogłoby go nauczyć, jaka rozwaga zdecydować?