— Ja przyśpieszam rozkład ciał!
— Ja sposobię rozkwit nasion!
— Ty niszczysz dla moich odnowień!
— Ty rodzisz dla moich zniszczeń!
— Ożyw moją potęgę!
— Zapłodnij moją zgniliznę!
I głosy ich, których echo po stokroć odbija się dokoła, stają się tak silne, że Antoni upada na wznak.
Od czasu do czasu pod wpływem wstrząśnięcia otwiera oczy i w ciemnościach dostrzega rodzaj potwora przed sobą.
To głowa trupa w wieńcu róż, niżej tors kobiety białości masy perłowej. U dołu ciało się kołysze na sposób olbrzymiego robaka, który trwa wyprostowany.
Widziadło słabnie, znika.