Nie, to niemożliwe, mylę się!
Dlaczego? Moja chata, te kamienie, piasek może są mniej rzeczywiste. Szaleję! Spokoju! Gdzie ja byłem? Co to było?
Ach, gymnosofista!... Taka śmierć jest powszechna wśród mędrców indyjskich. Kalanos166 spalił się wobec Aleksandra, inny zrobił to samo za czasów Augusta. Straszną nienawiść życia muszą czuć oni, jeżeli tylko pycha nie skłania ich do tego. Nic to nie znaczy, nieustraszeni są w męczeństwie! Co do tych, to wierzę teraz we wszystko, co mi opowiadano o rozkiełzaniu, jakie wywołują.
A przedtem? Tak. Przypominam sobie, tłum herezjarchów. Co za krzyki, co za oczy! Ale po cóż tyle wybuchów ciała i tyle obłędów ducha? Oni roją, że idą do Boga tymi wszystkimi drogami. Jakim prawem mam ich przeklinać, ja, który chwieję się na swojej własnej drodze? Kiedy zniknęli, może się mogłem dowiedzieć więcej. Wirowało to zbyt szybko, nie miałem czasu odpowiedzieć. Teraz zdaje się, jakby w moim umyśle było więcej przestrzeni i więcej światła. Jestem spokojny. Czuję się zdolny... Ale cóż to? Zdawało mi się, żem zagasił ogień.
Jakiś płomień błyska śród gałęzi i wkrótce w dali na górze słyszeć się daje przerywany głos.
Czy to wycie hieny, czy łkanie zabłąkanego wędrowca?
Antoni słucha, płomień się zbliża.
I widzi kobietę zapłakaną, opartą na ramieniu człowieka z białą brodą. Kobieta ma na sobie suknię purpurową w łachmanach. On ma gołą głowę jak ona i tunikę tej samej barwy, w ręku trzyma naczynie brązowe, z którego wychodzi mały błękitny płomyk. Antoni się boi i chciałby wiedzieć, kto jest ta kobieta.
OBCY (SZYMON167)
Jest to młoda dziewczyna, biedne dziecko, które wszędzie ze sobą prowadzę.