Zaczął się śmiać:

— Założę się, że mnie nie poznajesz?

— Zupełnie nie... Jednak zdaje mi się...

Uderzył mnie ręką w ramię:

— No, no, bez blagi. Jestem Patience, Robert Patience, twój kolega.

Poznałem go. Tak, był to Robert Patience, mój kolega z kollegium. Uścisnąłem rękę, którą mi podawał:

— A ty, ty jak się masz?

— Ja, doskonale!

Uśmiech jego był pełen tryumfu.

Zapytał mnie: