Mówił to tonem tak poważnym, seryo i przekonywającym, że nie wiedziałem, czy żartuje.
Odrzekłem:
— No, no, Marchas, tylko nie blaguj!
— Ja nigdy w służbie nie blaguję.
— Ale skądże do dyabła chcesz, żebym wynalazł kobiety?
— Skąd chcesz. Musiały zostać dwie, albo trzy we wsi. Wytrop i przyprowadź.
Wstałem z krzesła. Było mi za gorąco przed tym ogniem. Marchas zapytał:
— Podać ci myśl jedną?
— Dobrze.
— Dowiedz się o proboszcza.