Kiedy np. przerażona panna Joasia usiłowała sprzeciwiać się „obyczajom wolnego ludu Bandar Log”, tłumacząc, że chłopcy mogą sobie porozbijać głowy, pan Piotruś wzruszał tylko ramionami i od powiadał obojętnie:

— Ach! Mój Boże! Na to są przecież chłopcami!

Ale gdy Janek podstawił nogę małemu Pepi Glückaufowi, „bo Pepi tak śmiesznie beczał, jak się rozciągał”, to pan Piotr nie rozmawiał z nim coś ze dwa dni, w ciągu których Janek nieszczęśliwy i zgnębiony włóczył się za nim krok w krok, zaglądając mu pokornie w oczy i powtarzając:

— Panie Piotrusiu! Już nigdy nie będę! Jak Boga kocham, że nie będę!

Czasem jednak zdarzało się, że pan Piotruś popadał w konflikt z panem Piotrem.

Myślę tu oczywiście o sprawie „Piotrówki” — zabawy, która stała się jego utrapieniem i przyczyną jego kompromitacji. Historia zaś jej była następująca.

Pan Piotr, wybrany przez chłopców prezesem samorządu świetlicy, miał ogromny kłopot z utrzymaniem porządku na bardzo nieraz gorących posiedzeniach. Wpadł więc na pomysł pomówienia z chłopcami o obyczajach panujących w parlamencie angielskim.

— W parlamencie angielskim jest zwyczaj — zakończył swe przemówienie — że jeśli speaker10 wstaje, to wszyscy posłowie muszą siedzieć. Zwyczaj bardzo mądry, gdyż w najgorętszej nawet kłótni, nikt nie może przeciwnikowi dać w zęby. A nie ma nic wstrętniejszego, niż jeśli ludzie próbują się przekonywać przy pomocy pięści. Proponuję więc, żeby i u nas zaprowadzić ten zwyczaj.

Chłopcy zgodzili się i odtąd na zebraniach panował wzorowy porządek. Jeśli tylko jakiś spór stawał się zbyt gorący, pan Piotr wstawał i spokój wracał. I nowe prawo wywarłoby zapewne zbawienny wpływ na życie świetlicy, gdyby nie to, że pewnego dnia Józka zaczęły nurtować teoretyczne wątpliwości: czy rzeczywiście, jeśli usiąść dobrze na stołku, „zaprzeć” się jak należy nogami i przechylić się (nie tracąc jednak równowagi) w bok, to — nie można?...

Z wątpliwości tych zwierzył się Frankowi i obydwaj postanowili spróbować.