— Czy ci nie wstyd, Józek, i czy nie uważasz, że zasłużyłeś na karę?

— Eh! Na jaką karę! Przecież ja chciałem tylko przeprowadzić doświadczenie, bo zaraz mi się zdawało, że w tym, co pan mówi, musi być jakiś szwindel13!

Pan Piotr poczuł się urażony.

— Co za szwindel? Z czym szwindel?!

— No z tym parlamentem i ze speakerem. Sam pan opowiadał, że Anglicy są tacy wysportowani, a tu nagle takiego głupstwa zrobić nie potrafią! Chociaż... może dorosłym jest trudniej... — i zerkając chytrze na pana Piotra dodał. — Mnie się na przykład zdaje, że pan by też nie potrafił!

— Potrafiłbym czy nie: nie twoja rzecz! — rozgniewał się pan Piotr. — To jedno wam zapowiadam, że jakbym was kiedy złapał na tej zabawie, to wasze niedoczekanie! I żebyście nie śmieli nazywać tej mordowni „Piotrówką”!

Ale że wątpliwości Józka ubodły go jednak, więc dodał jeszcze trochę zły, a trochę zaciekawiony.

— A co do tego, że dorosły by nie potrafił, to głupstwo! To byśmy jeszcze zobaczyli! Czy to znowu takie trudne?...

— A pewnie, że trudne! Zresztą... może pan przecież spróbować... Franek jest akuratnie pana wzrostu.

— Co takiego?! — oburzył się pan Piotr.