Cygan zastanowił się chwilę, po czym nagle podał mu skrzypce i powiedział:
— Niech pan zagra.
Pan roześmiał się, wziął skrzypce i zagrał. Melodia była jakaś obca, nic niemówiąca, pełna piskliwych, biegnących w górę tonów.
— No? — zapytał, oddając Cyganowi skrzypce.
Cygan wziął je, popatrzył na niego trochę obłudnie, a trochę drwiąco spod przymrużonych rzęs i odpowiedział:
— Nie. Z tej nauki to nic nie będzie.
Pan zaczerwienił się, odwrócił się gwałtownie i wychodząc, mruknął do pana Stacha:
— Nie warto. Zarozumiały, zepsuty i zmanierowany.
Ale chłopcy byli strasznie zadowoleni:
— A to go zmył!