A kiedy pewnego razu pan Piotruś przyniósł do świetlicy nowy obrazek i powiesił go na ścianie, Cygan, który stał przed nim długo i przypatrywał mu się z zachwytem, trącił nagle pana Piotrusia w bok i powiedział:
— Ładnie będzie teraz u nas, co, panie?
W tym to właśnie czasie świetlica otrzymała w darze ping-pong. Gra ta stała się od razu manią świetlicy i wyparła wszystkie inne gry. Chłopcy gotowi byli się w nią bawić od rana do wieczora. Jednakże ping-pong był tylko jeden. Ustanowiono więc „kolejki” i gracze musieli długo czekać, zanim zostali dopuszczeni do upragnionego stołu.
Pewnego dnia, właśnie kiedy Antek i Fed’ko mieli zająć swoje miejsca, Cygan odezwał się najniespodziewaniej swoim niskim, gardłowym głosem:
— Teraz jest moja kolej!
Chłopcy na razie osłupieli. Antek i Fed’ko uznali to jednak widać za dobry żart, bo wybuchnęli śmiechem.
Ale Cygan nie śmiał się wcale. Czerwony z gniewu odsunął od stołu Fed’ka.
— Teraz jest moja kolej! — powtórzył. — Moja i jego!
Każda para graczy rozporządzała tylko dwudziestoma minutami, poza które nie wolno było jej wykroczyć. Czas więc zużyty na spór z Cyganem był czasem niepowrotnie straconym. Toteż jego natręctwo rozgniewało Fed’ka.
— Twoja kolej! — zawołał. — Ty masz tu coś swojego! Zabieraj się, żebyś nie dostał, czegoś nie zgubił! Zabieraj się, mówię, i nie przeszkadzaj, pókim dobry!