— No... — zaczął wahająco — istnieje przecież kometa Haley’a... więc może by...
— Co „może by”?! — przerwał z oburzeniem Józek. — Może nazwiesz ją „planetą Józka” dlatego, że ja pierwszy zauważyłem, iż nie posiada nazwy?!
Chłopcy wybuchnęli śmiechem, a Józek dodał jeszcze:
— Trzeba nie mieć oleju w głowie, żeby wpaść na taki idiotyczny pomysł!
— Bardzo słusznie — potwierdził Stefek — jeżeli już uczcić kogoś, to chyba nie siebie samego, ale swój kraj! Ja bym zaproponował, żeby nazwać ziemię „Planetą Białego Orła”. Przecież jeżeli może być „Wielki Pies”, to tym bardziej może być „Biały Orzeł”?
Wielu chłopcom podobała się ta myśl, ale Fed’ko powiedział:
— To nie jest sprawiedliwe. Skąd wiesz, czy inne narody się na to zgodzą?
— Mnie się też to nie wydaje słuszne, chociaż byłoby mi bardzo przyjemnie nadać całej ziemi taką nazwę — powiedział pan Stach. — Musimy przecież pamiętać o tym, że nazwa ta musi być jednakowo droga wszystkim narodom!
— Już mam! — zawołał Moniek. — To jest taka myśl, że sami zobaczycie, co to jest za myśl! Nazwijmy ją imieniem jakiegoś wielkiego człowieka, ale takiego wielkiego człowieka, żeby jego imię było znane i drogie na całej ziemi i żeby wszystkie narody uznały, że to jest największy człowiek na świecie!
Chłopcy zgodzili się, ale wybór okazał się bardzo trudny.