I wtedy nagle Józka olśniła pewna myśl. Zerwał się jak podrzucony sprężyną i cały czerwony z przejęcia zawołał:
— Ale w takim razie... ale w takim razie... to myśmy to odkryli i... i mamy prawo ją nazwać!
Świetlica znieruchomiała z wrażenia, a pan Stach odpowiedział po chwili:
— Tak, to nie ulega wątpliwości: macie prawo ją nazwać!
Trudno wyobrazić sobie entuzjazm, jaki wywołało jego oświadczenie.
Otrzymać prawo nadania nazwy całej Ziemi! Czyż nie jest to zaszczyt większy niż najwyższe odznaczenie naukowe?!
— Tak! — powiedział pan Stach. — Ale musicie zdać sobie sprawę, że ciąży na was wielka odpowiedzialność! To przecież nie byle co: nadać nazwę całej planecie! To nie dziecinna zabawka. Pomyślcie! Taka olbrzymia Ziemia, tyle krajów, tyle ludzi, tyle ras... a wy musicie nadać jej taką nazwę, żeby wszyscy ludzie byli z niej zadowoleni, żeby przyjęli ją jako swoją, a nie narzuconą sobie, bo wszakże Ziemia jest wspólną ojczyzną ich wszystkich!
Chłopcy spojrzeli po sobie zaskoczeni. Tak, w istocie, spadł na nich wielki zaszczyt, lecz i wielka odpowiedzialność.
Przez dłuższą chwilę w świetlicy panowała zupełna cisza.
Pierwszy przerwał ją Janek: