Pan Stach usiłował usprawiedliwiać.
— Bo widzicie... może oni nie przywiązują takiej wagi do nazw... a przy tym, rozumiecie, oni ciągle byli na Ziemi, z Ziemi robili swoje obserwacje, więc...
Ale Stefek, ten, który chodził do gimnazjum i który najlepiej ze wszystkich chłopców umiał się wysłowić, oświadczył stanowczo:
— To jest przedkopernikowski punkt widzenia!
— Jak to? Co przez to rozumiesz? — zdziwił się pan Stach.
— A tak! Ziemia jest punktem pozornie nieruchomym, z którego się robi obserwacje i dlatego się na nią nawet nie patrzy. Ale niechby się przenieśli myślą na Słońce i stamtąd spojrzeli, to zaraz by im się przypomniało, że planeta krążąca pomiędzy Wenus a Marsem nie ma nazwy!
Pan Stach westchnął smutno.
— I to prawda! Pewne rzeczy są w nas mocno zakorzenione...
— No dobrze! — zawołał Józek. — Ale przecież nie może być, żeby nikt tego dotychczas nie spostrzegł i nie zwrócił im na to uwagi! Każdy człowiek ma swoje imię, ba, nie tylko człowiek, ale nawet zwierzę, które żyje z człowiekiem. Każdego psa, krowę, kozę: wszystko się jakoś nazywa. Nie tylko państwo, ale miasto, najdrobniejsza nawet wioska ma swoją nazwę. A niektórzy, jak wybudują sobie willę czy domek, to go też jakoś nazywają. A Ziemia, cała Ziemia, która jest przecież ojczyzną i domem wszystkich ludzi, nie ma imienia?!
— A jednak — powiedział pan Stach. — Wyście pierwsi zrobili to spostrzeżenie.