— Zaprawdę, nie!
A że byli to ludzie twardzi i mało kiedy litość znający, więc zaraz z nich jeden dodał:
— I czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy temu nędznemu zbrodniarzowi wyrwali język i wypalili oczy, a później na przydrożnej powiesili gałęzi, bo innej śmierci niewart?
I znowu odparła, jak jeden mąż, drużyna cała:
— Zaprawdę, że byłoby lepiej.
Powiódł hrabia Rodryg oczyma po swoich ludziach, a srogie ich twarze obaczywszy, jak osinowy liść zadrżał i do ucieczki się rzucił, ale go wraz kilkadziesiąt rąk pochwyciło i przed Gotfryda, któremu właśnie więzy rozcinano, powlokło.
Padł tedy przed nim na kolana i o litość błagać go począł, nogi jego obejmując, bowiem, zaprawdę powiadam wam, że jeśli kto urąga słabym, to płaszczy się przed silnymi, a jeśli jest mężny wobec bezbronnych, to tchórzem jest wobec zbrojnych.
Spojrzał na niego z politowaniem Gotfryd i rzekł:
— Nierycerska to rzecz katowskim rzemiosłem się trudnić. Puśćcie go wolno!
Aliści ozwał się jeden: