— Jakże to może być, żeby nie ukarany odszedł?
A rzekł na to Gotfryd:
— Jakiejże chcecie dla niego jeszcze kary, kiedy już największą otrzymał?
Zdziwili się bardzo rycerze i zapytali:
— Jaką?
A odparł im Gotfryd:
— Hańbę! — i omdlał, albowiem krew upływała mu z ran.
Przypadła do niego księżniczka Roksana i głowę jego na swych kolanach położywszy pancerz mu rozpinać poczęła.
Otoczyli ją kołem rycerze i każdy, co miał, jej podawał: ten płótno, ów wodę, inny wino.
A kiedy Gotfryd puchar wina wychylił, powróciły mu zupełnie siły.