— E... — odpowie jej wilkołak — widzisz przecie, jak mocno śpi...
— Śpi albo i nie śpi... Może udaje tylko?
Ale wilkołak roześmiał się.
— Nie taki on chytry! Nie domyśla się nawet, gdzie się znajduje. Strasznie to jakieś głupie chłopczysko!
Więcej nie słuchał już Gotfryd, gdyż wiedział wszystko, czego dowiedzieć się pragnął, i postanowił wypocząć nieco. Zasnął tedy i przespał nie tylko tę noc, ale i cały niemal dzień następny, ile że znużony był bardzo i wyczerpany po trudach ciężkiej podróży. Obudziły go dopiero przygotowania, które wiedźma i wilkołak przy pomocy miotły do wesela czynili.
— Trzeba będzie wszystkie sprzęty z izby wynieść — powiada wiedźma — bo jak się roztańczy, to miejsca w niej będzie mało.
— Niewiele to pomoże! — westchnął wilkołak. — Izba mała, a gości dużo!
— Już ja bym wiedział, jak ściskowi zaradzić — odezwał się niespodzianie Gotfryd, który obudziwszy się uważnie tej rozmowy słuchał.
— Cóż byś nam tedy poradził? — zapytał go wilkołak.
— Jeśli chcecie mojej rady — rzekł Gotfryd — to nie tańczcie w izbie, a w dolinie nad jeziorem. Noc dziś będzie księżycowa, miejsca do pląsów dużo, a że krzaków i kamieni tam nie ma, a grunt jest równy i twardy, to wam wygodniej niż w izbie będzie. Wy sobie w dolinie po jednej stronie jeziora hasać będziecie, a ja po drugiej na wzniesieniu pagórka stanę i do tańca grać wam będę. Że zaś góry wokoło, to echo moje piosenki po całej dolinie głośno i wyraźnie powtórzy.