A skrzypki wołały wciąż z drugiego brzegu jeziora, coraz to głośniej, coraz to bardziej ochoczo:
— Naprzód! Naprzód! Do mnie! Do mnie! Hu! Ha!
Przed samą wodą zawahała się jakby gromada, ale muzyką upojona, resztę rozsądku tracąc, prosto w jezioro runęła.
Tak to uwolnił Gotfryd całą okolicę od wilkołaka, zmór, wiedźm i latawic, i całej jego diabelskiej kompanii. Odnalazł też w jednej z chat diabelskich Jaśka Bezdomnego, którego z wielu innyni pasterzami wilkołak tam więził i których od strasznej śmierci czynem swoim uratował.
Wielka radość zapanowała na wszystkich halach i w całej okolicy, a sława pieśni Gotfryda, które taką moc miały, że nawet siła czartowska oprzeć się im nie mogła, nie tylko już po górach, ale po kraju całym się rozeszła, aż dotarła na dwór królewski.
Panował zaś był właśnie podówczas król Zygmunt Wspaniały.
Córkę wielkiego króla uzdrowi i na dworze jego paziem zostanie...
O księciu Gotfrydzie opowieść szósta
Wybiegli na głos trąb i rogów starzy i młodzi, niewiasty i dzieci, patrzą — a tu sam król miłościwy we sto koni do wsi jedzie. Jadą przodem heroldowie w szatach srebrzystych, a u złotych trąb trębaczy purpurowe wstęgi powiewają. A za trębaczami rycerze w zbrojach lśniących, a za rycerzami sanie w dwanaście par rumaków śnieżnych zaprzężone, a w saniach sam król miłościwy.
Zatrzymali się heroldowie, na cztery cztery strony świata zatrąbić kazali i rozkaz królewski obwołali56: