Nie przez próżną ciekawość was pytam. Chcę was przestrzec, abyście nigdy kamieni takich do życia przywracać nie pragnęli. Nade wszystko chcę wam jednak poradzić, abyście zasłyszawszy o człowieku, który kamienie takie uzdrawia, nie ufali mu i starali się omijać dom jego, nie spotykać się z nim na żadnej drodze w dzień ani w nocy...

Posłuchajcie tej opowieści, a przekonacie się, że rady moje są słuszne i mądre, i wiele rzeczy ukrytych — jasnymi i zrozumiałymi się dla was stanie.

Posłuchajcie tej opowieści o zdarzeniu strasznym i tajemniczym. A działo się to na dworze króla Zygmunta, niedługo potem, jak Gotfryd dowództwo drużyny zamkowej objął.

*

Oprowadziwszy Gotfryda po całym zamku i murach obronnych, i basztach i pokazawszy mu lochy jego podziemne i skrytki przeróżne, rzekł do niego król:

— Oto obejrzałeś już, mój synu, wszystko oprócz skarbca, zejdźmy tam tedy, bo powinieneś go znać, jako że odtąd czuwać nad nim będziesz.

Zeszli więc w dół, a przed nimi pachołkowie świecąc pochodniami.

Rozstąpili się na widok króla strażnicy, przejście mu czyniąc, ale Gotfrydowi drogę halabardami80 zagrodzili. Ozwał się więc król:

— Ten rycerz, Gotfrydem Zwycięzcą zwany, jest odtąd waszym dowódcą i winniście mu posłuszeństwo, jakoby mnie samemu.

To rzekłszy złoty klucz Gotfrydowi podał i kazał mu wobec straży odrzwia skarbca otworzyć na znak, że mu odtąd to prawo z królewskiego upoważnienia na zawsze przysługuje. Po czym weszli obaj do podziemnych komnat skarbca.