— Nieprzystojne są, grafie Arnoldzie, twoje słowa i nierozumne wcale! Wiadomo wszystkim, że Gotfryd Zwycięzca nieustraszonego i niezłomnego jest serca. Toteż jeśli nawet przesadził nieco, ofiarowując córce mej czyn, którego żaden człowiek dokonać nie jest w stanie (któż bowiem nie zadrży choć na chwilę wstępując w płomienie?), to uczynił to chcąc swą cześć i miłość dla niej pokazać. Zresztą i inni rycerze przechwalali się tu czynami, których dokonanie nie jest w ich mocy, i cała ta zabawa na przechwałkach polega.

Ale Arnold z Trevilu tak królowi odparł, z wielkiego dzbana miód złoty zapijając, choć, jak już rzekłem, dawno przebrał miarę:

— He! He! Miłościwy królu! Wiem ja to dobrze, że zabawa ta na przechwałkach polega, ale he! he! i dla przechwałek są pewne granice! Inaczej bowiem, dlaczegóż nie miałby rzec Gotfryd: „Wyrwę najwyższą sosnę, która rośnie w ogrodzie zamkowym, zegnę ją na końcu w hak, postawię dwie góry jedną na drugiej i wszedłszy na nie zdejmę owym drągiem księżyc z nieba i księżniczce go ofiaruję. Będzie go sobie jako medalion93 na złotym łańcuchu nosiła... He! He! To byłby dopiero czyn godny księżniczki Roksany!...”

Nie mogli się powstrzymać od śmiechu rycerze i sam król roześmiał się nawet, ale Gotfryd, do drwinek i żartów z siebie nie przywykły, gniewem wielkim zakipiał i od stołu powstając rzekł:

— Mylisz się, grafie Arnoldzie, za próżną przechwałkę słowa moje biorąc! Mylisz się! Wiedz bowiem, że wyruszam natychmiast na Górę Niedostępną i albo zginę, albo przyniosę księżniczce cudowny kwiat ametystu!

Przestraszył się król widząc, że sprawa zły obrót przybiera, i powiedział:

— Nierozsądnie chcesz sobie postąpić, Gotfrydzie, dla próżnej chwalby94 życie swe narażając. Co innego bowiem jest w obronie uciśnionego głowy nadstawić, a co innego dla nierozumnej przechwałki.

I byłby Gotfryd uspokoił się i zamiaru swego zaniechał, gdyż czuł w głębi serca słuszność słów królewskich, gdyby Arnold z Trevilu tak się nie odezwał:

— Pozwól mu, najjaśniejszy panie, na ową górę jechać, a niech nie zapomni wziąć ze sobą sosny, to może za jednym zamachem he! he! księżyc przywiezie!

Nie pomogły już teraz żadne prośby ani perswazje95 królewskie. Gotfryd nikogo słuchać nie chciał, a w końcu chcąc kres położyć próżnym gawędom rzekł: