— Z nim nie chcę w ogóle mówić — powiedział piekarz i kiwnął głową w stronę Gałkowskiego. — To on to zrobił. Ja żyję z jego dawniejszą żoną, która go od siebie przepędziła: musiała sama całe lata na łobuza pracować i...
Gałkowski zastukał w tym miejscu palcem po stole.
— Obywatelu — zwrócił się do Mitka — nie pozwalajcież mnie znieważać!!
Ale Mitek, patrząc mu wprost w oczy, zagadał twardo:
— Gadaj lepiej, czy to prawda, z tą żoną, i z tym twoim rozejściem się...
— Nie należy to do rzeczy — bronił się Gałkowski — — sam ją rzuciłem, ale nic do niej nie mam, nic mnie nie obchodzi, z kim tam teraz się przewraca... Nie chciałem jej... — Zrobił wysiłek, żeby wzmocnić swój głos — Sekretarza nie ma? Ty Mitek, doprawdy, brednie wyprawiasz, wysłuchujesz głupstwa, a swojego człowieka nie umiesz...
Przerwał mu piekarz. Wstał, podszedł do Mitka i kładąc mu ufnie dłoń na ramieniu, powiedział:
— Ja was, moi drodzy, w błąd nie wprowadzam. O tej rzeczy wiem sam dopiero od kilku dni, bo już wcześniej byłbym go szukał. Jak dowiedziałem się, że taki człowiek u was jest w związku, to najbliżej mi było do związku, do was iść o sąd nad nim. A skąd wiem, powiem: od waszych zorganizowanych ludzi, nazwę ich i tu z nimi przyjdę!... Jest — dodał, stojąc tak wciąż przy Mitku i z dala patrząc na Gałkowskiego — jest przecie jeszcze nasz ratunek, jest jedna uczciwość proletariacka... Przyjdę tu z Malczykiem z tej fabryki, gdzie ten jest u was delegatem. Malczyk wie...
Mitek, spocony z przejęcia aż po korzenie włosów, uścisnął dłoń Nowickiemu.
— To straszna dla nas sprawa, rozumiecie, ja muszę mieć Malczyka na dowód... Bo między wami była kobieta... No i wam przecie tego w więzieniu nie zdradzili!...