Naomi odebrała jego list i cała była przejęta wyborną awanturą, której wyłączną była sprawczynią; więc postanowiła spotkać się z nim w oberży, aby tylko nikt o tym nie wiedział. Nietrudno jej było wydostać się z domu, bo dosyć było wybrać się na konną przejażdżkę; wszakże i to już było jej niemiło, żeby ją poznać miano w hotelu, skoroć to jej spotkanie miało mieć miejsce z tak pospolicie wyglądającym młodym chłopcem.
Wprędce tedy oddała wizytę ogrodnikowi, człowiekowi szczupłemu i dość niskiego wzrostu, który jak na swój stan nosił się zwykle bardzo strojnie.
— Mam żarcik napięty — rzekła — pożycz mi twoje ubranie świąteczne!
Zakradła się do stajni, sama sobie osiodłała konia, a w kwadrans później pod postacią ogrodnika pędził aleją topolową mały, śmiały jeździec, który grzecznie się skłonił pastuchowi, podnoszącemu się od miłej czynności podszywania podeszew pod pończochy, dla otworzenia jeźdzcowi furtki prowadzącej na gościniec.
— Opatrzcie mego konia i każcie napalić pod numerem! rzekła Naomi w oberży.
Ach! ileż razy poglądała na drogę, chcąc zobaczyć czyli jeszcze nie idzie! jak pilnie odczytywała wszystkie imiona wyryte na szybach! przeszło trzy godziny trwała ta jej samotna zabawa.
— Jeszcze i to być może, że wcale nie nadejdzie! on żadnej nie ma odwagi!
Ale bohater jednak nadszedł, choć późno i niezmiernie zmęczony i zgrzany długą drogą.
— Przecie przychodzisz! rzekła. — Zdziwił się widząc przebraną dziewczynę, lecz wnet zaczęły się wzajemne opowiadania. On jej mówił, co jego głównie zajmowało, a potem pokazał jej list, który napisał do Piotra Wika. Nie było to żadne pożegnanie, tylko uczciwe wyznanie całego planu, nie wymieniając jednakże Naomi. Wyspowiadał się w tym liście z całego swego fantastycznego widzenia świata, z niezachwianego przekonania, że szczęścia artysty poszukać musi zagranicą i co to wówczas z niego za wielki będzie człowiek. Prosił więc Piotra Wika o pozwolenie do wyjazdu, gdyż inaczej sumienie jego nie miałoby spokojności. List ten Naomi miała najprzód przeczytać, a potem chciał go odesłać, czekając nań w domu swoich rodziców odpowiedzi.
— Czy ty na serio tak myślisz zrobić? — spytała Naomi. — Powinnam się była tego spodziewać! Z ciebie nigdy nie będzie wielki człowiek! — i wyszła z pokoju, nie chcąc już z nim mówić, zapłaciła oberżyście co się od niej należało i popędziła ku domowi o zmroku wieczornym.