że kiedy dom mu grabili Francuzi,

razem z gratami dzban przez okno cisnął,

po czym sam skoczył, kark, niezdara, skręcił,

ale dzbanuszek, dzbanek ten gliniany

na równe stanął nogi — i ocalał!

ADAM

Do rzeczy, proszę was, Marto, do rzeczy!

MARTA

Czasu pożaru w sześćdziesiątym szóstym

miał go już mąż mój — świeć mu, Panie, w niebie!