że się tak snadniej utrzymam. Wtem cały

węzeł się zrywa, a ja bęc! w dół lecę

z nogawicami — i o piec rżnę czołem,

w tym właśnie miejscu, gdzie zza pieca kozieł

ostry swój nos wyścibia.

JASNOTKA

śmieje się.

Doskonale!

Pierwszy to snadź upadek Adamowy,

co się nie w łóżku zdarzył wam, lecz z łóżka!