RUPRECHT

Kiedym więc oną parkę tam w ogrodzie

O jedenastej — biło właśnie — zdybał,

zaś o dziesiątej odchodziłem zawdy,

nagle, jak piorun, myśl mi do łba strzeli:

Czekaj, Ruprechcie! — myślę — jeszcze pora,

jeszcze ci rogi na łbie nie urosły,

więc sobie ciemię troskliwie obmacaj,

czy ci już kiełków gdzieś tam nie puszczają.

I poprzez furtę chyłkiem się przekradam,