zległa połogu, słyszę nagle w sadzie,

jak tam dziewczyna szeptem kogoś łaje,

jakby jej strach i wściekłość głos dławiły:

„Tfy — mówi — tfy! A wstydźcie się, nikczemny!

Co tu robicie? Precz! Zawołam matkę!”

Tak właśnie, jakby Hiszpanie wtargnęli!

Za czym ja: „Ewo! — przez płot wołam — Ewo!

Co ci tam?” — pytam, a tu wszystko ścicha.

„Co się tam dzieje!” — pytam. „A cóż?” — mówi.

„Czyli to Ruprecht?” — „Tak — mówi — tak, Ruprecht”.