Zerwać tę różę, którą ci przynoszę.

Tam blado poprzez pąka ciemną zieleń

Przebłyskiwała: w kwiat nie rozwinięta

I niedojrzała do miłosnych wcieleń.

Chwytam ją, padam — i lecę zgubiona

W jakowąś przepaść bez dna! Nieprzytomnie

Spętana czuję się w śmiertelnej sieci.

Lecz co za szczęście! Widzę, jak wkoło mnie

Przepych różany tak wspaniale świeci,

Że Amazonkom sto zwycięstw okwieci.