I nikt zatrzymać się nie zdołał wcześniej,

Aż hen daleko na polanie leśnej.

Achil sam został, obszczerzon lancami;

Już z trudem z mroku walki się wyzwala,

Do nas nareszcie zmierza — my wesoło

Krzyk powitalny rzucamy mu z dala,

Gdy nagle głos nam zamarł w piersiach! Zgroza:

Jego kwadrygi35 zaryło się koło

Tuż nad przepaścią... Ze spadzistej skały

W straszliwą czeluść zajrzał oniemiały.