Lud, który pałac mój tłumnie okolił,

Do wojny gotów, ze snu nie wyzwolił

I nie posadził na tron. Z tego śnienia

Wyszłam zbolała do Marsa świątyni;

Dano mi dźwięczny Amazonek łuk.

Czułam, że matka, wielka monarchini,

Nade mną krąży — i przyrzekłam przy niej

Spełnić jej wolę i spłacić jej dług.

Na jej grobowiec najwonniejsze róże

Rzuciwszy jeszcze, ruszam na wyprawę