Ten w pierś się wgryza, ów szarpie ramiona,

A od upadku drży ziemia skrwawiona!

A on, w kałuży krwi pławiąc się już,

Zawoła, głaszcząc jej różane lico:

„Pentesileo! Cóż, oblubienico,

Czy obiecane to jest Święto Róż?”

Głos taki byłby targnął dziką lwicą,

Która w pustyni od głodu przymiera,

Gdy, rycząc groźnie, ofiarę zoczyła...

Lecz ona — z ciała pancerze mu zdziera