Zdała się córą jak gdyby słowiczą

Jednego z ptaków pod świątynią Diany,

Co zapełniają gaj rozkołysany,

Na fletniach grają i miłośnie krzyczą

W milczeniu nocy; gdy wędrowiec słucha,

Z piersi mu dziwny żar tęsknoty bucha!

Nie zadeptałaby marnego gada,

Co pod jej stopą mizernie się skrada...

Strzałę, co ciało odyńca przeszyła,

Chciała odwołać, a na widok wzroku