Albowiem teraz zstępuję w me łono

Jakby do szybu — i, jak zimny spiż,

Zagłady myśl dobywam sobie wzwyż...

Tę rudę, w ogniu Żalu oczyszczoną,

Kuję na stal... trucizną poję zdradną,

Na wskroś gryzącym jadem Skruchy mej...

Kładę na wieczne Nadziei kowadło

I kuję, ostrzę sobie sztylet z niej...

I sztyletowi teraz pierś podaję:

Tak! Tak! Tak! Tak! I jeszcze! — Dobrze... tak.