— Może na Latzack-Steg — zaproponował pan Emil. — Tam tak zawsze ustronnie i cicho.

Lecz ja powzięłam pewne postanowienie. Niechże ona biedactwo ma tę wyżebraną u losu godzinę w zupełności dla siebie. Rzekłam więc:

— Ach! Przepraszam. Przypomina mi się, że mój wuj czekać na mnie będzie u pomnika Tappeinra, bo umówiliśmy się wczoraj na Schloss Tirol. To dla pani Idalii za uciążliwa wycieczka. Niechże państwo idą sobie we dwoje gdzie zechcą, a pan Emil zapewne będzie mi towarzyszyć. Wujaszek mój nie mógłby się obejść bez swego cycerona20.

Ach! Jeżeli wdzięczność bliźniego może coś znaczyć na szali naszych postępków, to spojrzenie, jakie mi pani Idalia rzuciła, będzie mi przy ostatnim rozrachunku policzone.

— Więc na Latzack-Steg? — szepnęła nieśmiało.

— Niech będzie na Latzack-Steg — zgodził się doktór.

I poszli.

Przeprowadziłam ich wzrokiem twórcy zadowolonego z dokonanego dzieła.

Ale mój towarzysz inaczej zapatrywał się na tę sprawę.

— Mąż pani Idalii nie byłby pani wdzięczny — rzekł z niezwykłym mu przekąsem — gdyby wiedział, jak pani miłosiernie ułatwia jego żonie sam na sam z pięknym doktorem.