Szeptała w ten sposób bezładnie, nie odrywając oczu od mostu, po którym szedł doktór. Jej podniecenie udzieliło się i mnie i patrzyłam także, czując, że mi serce bije szybciej.

I zobaczyłyśmy jak pan Emil spotkał go właśnie w chwili, gdy przeszedłszy most mógł skręcić albo na lewo, czyli w naszą stronę, albo na prawo ku dalszym willom.

Obaj mężczyźni przywitali się, porozmawiali chwilę, po czym doktór uchylił kapelusza i poszedł szybko na prawo, a pan Emil nie spiesząc ku nam powracał.

— Mój Boże! — szepnęła pani Idalia. — Mój Boże!

I dodała głosem, który dotąd słyszę:

— Tę jedną godzinę chciałam wyżebrać u losu, tylko tę jedną, i tej mi odmówił...

Ale czekało ją radosne zaprzeczenie. Pan Emil przyniósł wiadomość, że doktór wstąpi tylko do jakiejś willi i wróci wnet, by już być do naszej dyspozycji.

— Zaproponowałem mu spacer — dodał — zgodził się jak najchętniej.

Istotnie nadszedł niebawem, uśmiechnięty, promieniejący radością życia, przywitał panią Idalię i mnie z jednakową, jemu właściwą miękką jakąś galanterią i nie zauważył nawet jak ręka, którą tamta zaledwie dotknęła jego dłoni drżała, a oczy utonęły w nim z wyrazem beznadziejnej a przecież jakby na tę chwilę ukojonej namiętności.

— Służę państwu — rzekł wesoło. — Gdzie pójdziemy?